Bądź wierny – trwaj

O Krzysztofie Jasińskim – z kilku powodów

Krzysztof Jasiński.Fot. Andrzej Wiernicki – Forum.
Krzysztof Jasiński.
Fot. Andrzej Wiernicki – Forum.

Artysta i działacz Zrzeszenia Studentów Polskich, potem wybitny twórca i animator teatru. „Na zawsze” ze studencką kulturą związany pamięcią, potwierdzaną czynami. W lutym tego roku 60–lecie świętował stworzony przez niego i prowadzony do dzisiaj (!) Teatr STU. W tym samym czasie Krzysztof Jasiński odbierał cenioną w kręgu dawnych studenckich animatorów Nagrodę Potoka.

Maturę zdawał w Łodzi, przeniósł się do Poznania i podjął edukację w Studium Nauczycielskim. Tu związał się z ruchem studenckim – w 1963 roku kieruje komisją kultury ZSP, organizuje kabaret. Od 1964 roku studiuje aktorstwo w krakowskiej PWST, rok później jest szefem komisji kultury Rady Okręgowej ZSP. Za przełom trzeba uznać datę 20 lutego 1966 roku – Krzysztof Jasiński z kolegami z wydziału – są z nim m. in. Jerzy Trela, Jan Łukowski, Olgierd Łukaszewicz – powołuje Teatr STU, pod patronatem Rady Okręgowej ZSP. Przygotowują spektakle, zdobywają nagrody (nie trudno zgadnąć, że najczęściej aktorskie) na studenckich festiwalach – w kraju i za granicą. Grają Pamiętnik wariata Gogola, Pożądanie schwytane za ogon Picassa, Karła Lagerkvista, Moją córeczkę Różewicza.

Jasiński ma niezwykły dar widzenia przyszłości, przewidywania zdarzeń i ludzkich decyzji. Wie, że jego przyjaciół nie zadowoli granie w niezależnym teatrzyku – studiują w teatralnej uczelni po to, by spełnić marzenie, ich powołaniem są wielkie sceny, wielki repertuar i role. W 1969 roku odrzuca propozycję przejęcia przez grupę STU teatru w Słupsku, odrzuca w ogóle możliwość pracy w tradycyjnej strukturze instytucji. Tworzy studium teatralne dla amatorów, zdobywa ośrodek pod Krakowem, tu realizowany jest autorski program kształcenia. Realizowany solidnie, przez fachowców, dla studentów rozmaitych uczelni, decydujących się na dłuższy i poważny związek z teatrem.

Sennik polski, 1971 – Teatr STU.Fot. Jacek Szmuc.
Sennik polski, 1971 – Teatr STU.
Fot. Jacek Szmuc.

W 1970 roku dochodzi do praktycznego „zaliczenia” – zostaje zbudowany studencki zespół, powstaje pierwszy spektakl. Spadanie (collage tekstów, w którym podstawę stanowi poemat Różewicza, a wśród autorów – Sartre, Gorki, Ginsburg, są też wypowiedzi wietnamskiego generała Giapa, najemników z Biafry) jest grane nie na scenie, w bezpośrednim kontakcie z widzami. Najpierw zostaje pokazane i nagrodzone we wrześniu na międzynarodowym seminarium w Rotterdamie, potem twórca wprowadza jeszcze boleśnie aktualne sprawy polskie, dochodzą teksty Ernesta Brylla, Stanisława R. Dobrowolskiego. Polska premiera ma miejsce w grudniu, na VII Łódzkich Spotkaniach Teatralnych – festiwalu niezwykłym, bo odbywającym się dosłownie w dniach wydarzeń Polskiego Grudnia. Spadanie to nie tylko główna nagroda najważniejszego studenckiego festiwalu, ale także początek nowego etapu w dziejach polskiego studenckiego ruchu teatralnego, określonego przez badacza mianem „studenckości alternatywnej” (w tym mieści się miejsce narodzin oraz stosunek do rzeczywistości). A jeszcze rzecz ważna i dla Teatru, i dla ruchu studenckiego – spektakl otwiera szczególną całość, okazuje się pierwszą częścią tryptyku scenicznego. Za rok (grudzień 1971, na VIII ŁST) Jasiński dołączy do niego Sennik polski.– też ze scenariuszem składanym z różnych tekstów poetyckich i prozatorskich, od Mickiewicza do Mrożka, a „po drodze” (nie wszystkich wymieniam) Słowacki, Wyspiański, Kaden–Bandrowski, Gombrowicz, Konwicki. Miała ta wypowiedź podtytuł wiwisekcja duszy polskiej.

Tryptyk dopełnia w czerwcu 1974 roku poemat obrzędowy (określany też jako rock opera) Exodus, oparty na tworzonym metodą pisania na scenie, scenariuszu Leszka A. Moczulskiego. Grany był na dziedzińcu krakowskiego Barbakanu, potem w różnych przestrzeniach, miastach, krajach. Pisał o nim Lech Śliwonik. „Obudzić się Ikarem i żyć jak śmieć – tą pieśnią kończył się spektakl, gromada aktorów opuszczała dziedziniec. To właśnie był EXODUS. Jak gdyby chcieli powiedzieć – opuśćmy to miejsce. Zostawmy to, co jest brudem, nieprawdą, nik-czemnością. Daremnie szukaliśmy tutaj raju – ruszajmy w drogę, by szukać dalej. Widziałem Exodus chyba 6 razy, w Krakowie, na kilku festiwalach. Chociaż aktorzy nie wciągali do „uczestnictwa”, nie wołali „chodźcie z nami”, raz tylko zdarzyło się, że widownia nie dołączyła do pochodu.”

Exodus, 1974 – Teatr STU.Fot. Bogumił Opioła.
Exodus, 1974 – Teatr STU.
Fot. Bogumił Opioła.

Pierwsza połowa lat 70. to czas panowania Teatru STU w polskim teatrze studenckim. Także czas nieprzerwanych sukcesów na międzynarodowych festiwalach, na czterech kontynentach. Jasiński mówił – często w rozważaniach krytyków widziano w nas przede wszystkim fenomen polityczny, bo przecież teatr zza „żelaznej kurtyny”, a tak bardzo bezkompromisowy, aktualny. Oczywiście, byliśmy uczestnikami światowego ruchu młodych, którzy chcieli zmieniać świat. Dla mnie jednak najważniejszy był wymiar artystyczny. Przecież on decydował o tym, że zaproszenia szły z całego świata. Przecież większość z siedmiu tysięcy widzów na spektaklu w Meksyku nawet nie wiedziała gdzie leży Polska.

I kiedy młody teatr i jego publiczność czekają na następną wypowiedź Teatru STU, nieoczekiwanie staje się on w 1975 roku sceną profesjonalną, finansowaną przez (to ewenement) państwowe przedsiębiorstwo cyrkowe ZPR. To drugie w historii polskiego teatru zbiorowe upaństwowienie zespołu studentów – amatorów. Pierwszy raz takie zdarzenie miało miejsce w 1970 roku z warszawskim Teatrem STS. Tyle że wtedy uzawodowienie było karą za zbyt odważne politycznie wypowiedzi, a teraz jest spełnieniem dążeń zespołu, przede wszystkim jego lidera. I to na zaproponowanych przez niego zasadach (decyzje repertuarowe, charakter i program działania). Pierwszą zawodową premierą, która rodziła się jeszcze w okresie amatorskim, było grane w namiocie cyrkowym (tysiąc miejsc!) widowisko buffo Pacjenci, oparte na powieści Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa. Rok potem był fantastyczny musical Szalona lokomotywa wg Witkacego z muzyką Grechuty i Pawluśkiewicza i światowe tournée.

*

Nie miejsce tutaj na pisanie historii Teatru STU, ograniczam się – powód jest oczywisty – do okresu studenckiego, ale nie sposób nie napomknąć o dalszych losach. Teatr zmieniał swój profil artystyczny, poszukiwał nowych form scenicznej wypowiedzi, zdobył stałą widownię świetnymi inscenizacjami wielkiej klasyki i dzieł współczesnych, mistrzostwem wybitnych aktorów. Dziesięć lat temu, na jubileusz swojego 50–lecia, Teatr STU przygotował Wędrowanie – tryptyk dramatów Wyspiańskiego: Wesele, WyzwolenieAkropolis. Tryptyk zadziwiający odwagą reżysera i zespołu, także odwagą odczytania i inscenizacji wielkiego dzieła. To wydarzenie, ten wyjątkowy czyn nie tylko teatralny został w całości zaprezentowany w 50 polskich miastach. W tym roku, na jubileusz 60–lecia teatru Jasińskiego, 20 lutego publiczność otrzymała niezwykłą inscenizację – Pan Twardowski – Faust Krakowski.

I choć Jasiński pozostaje najdłużej działającym dyrektorem teatru na świecie, to jego droga nie dobiegła kresu – jest aktywny, tworzy, ma projekty… Zawsze był artystą obdarzonym ogromnymi twórczymi możliwościami, stale poszukiwał nowych form. I oby jak najdłużej…

Napomknąłem, że nie ma we mnie ambicji tworzenia zarysu całości, dla porządku jednak przynajmniej wspomnieć muszę kilka faktów – w poetyce więcej niż teatr. STU to najbardziej dynamiczna w II połowie lat 70., odważna programowo Galeria STU, w niej ekspozycje Format: Człowiek (Abakanowicz, Hasior, Szaposznikow), Kocham piekło (Aleksiun, Beksiński), Skrzydła i garby (otwarty zbiór indywidualnych projektów plastyków, kompozytorów, artystów sceny, pisarzy). To również wieloletnia seria masowo oglądanych widowisk telewizyjnych – wspomnijmy bijące rekordy popularności benefisy rożnych artystów (Jasiński był też szefem krakowskiego ośrodka TVP). I jeszcze ogromne widowiska plenerowe – Halka w krakowskim parku Skałki, Pieśni Wawelu na Wiśle, obejrzane przez 200 tysięcy widzów. Banalna, ale taka wydaje mi się trafna niby–synteza – kreator zbiorowej wyobraźni.

*

Chcąc uchwycić syntezę różnorodności i wyrazistej linii artystycznych i społecznych poczynań Jasińskiego, próbowałem kiedyś sformułować hasła do słownika – jakby sloganowe skróty konsekwencji, niepowtarzalności i odwagi twórczej. Taki mi zaczął układać się ciąg: artysta – animator – organizator – dyrektor teatru – nauczyciel – wizjoner – budowniczy teatru – inscenizator masowych widowisk plenerowych – twórca widowisk telewizyjnych – architekt zbiorowej wyobraźni…

Wpisywałem słowa i nazwy, układałem kolejność, uzupełniałem… Efekt był przewidywalny – przerwałem robotę, bo uznałem, ze ani wszystkiego, ani nawet najważniejszego nie uchwycę. Więc wrócę do tego, co na początku, bo w tym narodziła się nasza znajomość, przyjaźń. Najpierw w kulturze studenckiej i Zrzeszeniu Studentów Polskich, potem po prostu w polskiej kulturze – Krzysztof Jasiński swym Teatrem, także mnogością i wartością działań i dokonań, zapisał się trwale i własnym charakterem pisma.

***

Wyznanie. Zaczynałem społeczną obecność i aktywność od działań w kulturze studenckiej, w niej długo i czynnie uczestniczyłem – także jako lider organizacji. Ona na zawsze pozostała w pamięci, sposobie widzenia świata. Tę wierność uważam za wartość. Szukam jej znaków i śladów u innych.

Rok 1970. Krzysztof Jasiński reżyseruje, z okazji V Kongresu ZSP, galowy koncert w Teatrze Wielkim. Połączył gwiazdy kultury studenckiej – soliści, zespoły jazzowe, chóry, wśród nich Wojciech Młynarski i Chór Politechniki Szczecińskiej Jana Szyrockiego. Koncert świetny, a finał niezapomniany – z głębi ogromnej sceny wychodził Młynarski, śpiewając zbliżał się do widowni, po chwili dołączał i podążał śpiewający chór, a za nimi cała wielka gromada wykonawców.

Z obłoków nie spadliśmy tu

Udawać los człowieczy
Poglądów naszych PZU
I tak nie ubezpieczy
Za nami parę trudnych dni
I haseł a przed nami
Nowe wspaniałe sny
i życie jak aksamit
Choć w nim trzeba nie od dzisiaj
Utartych trzymać się ram
To trochę miejsca w życiorysie
Zostanie zawsze nam
Na grę va banque ryzyka smak
I gorzki smak przegranej…

Pieśń znalazła odzew – publiczność wstała z miejsc, spontaniczne oklaski były jakby mostem, jednoczącym z artystami na scenie.

40 lat później. Rok 2011, połowa kwietnia. Krzysztof Jasiński rozesłał wcześniej zapowiedź i zaproszenia do udziału. Powodem spotkania ogólnopolska konferencja Kultura studencka – zjawisko – twórcy – instytucje. Organizatorzy – Fundacja STU i Instytut Kultury UJ. Kilkudziesięciu uczestników, referaty, komunikaty, debaty – żywe, niekiedy polemiczne. Panel Co (nam) zostało z tych lat? Dawni twórcy – Henryk Malecha, Ryszard Pracz, Leszek Mądzik, Bogusław Litwiniec, Lech Raczak, także (choć często trudno przeprowadzić podział) działacze, publicyści, badacze – Grzegorz Dziamski, Józef Lipiec, Emil Orzechowski, Lech Śliwonik, Tadeusz Nyczek, Krzysztof Mroziewicz. Jeszcze wystawa poświęcona studenckiej kulturze. A za pól roku imponujące wydawnictwo. Na okładce – po prostu tytuł konferencji, w środku teksty wystąpień, kalendarium kultury studenckiej 1950 – 1989; redakcja Edward Chudziński (kiedyś współautor scenariuszy i kierownik literacki Teatru STU), objętość 430 stron, format A4.

Wspomniałem wcześniej o trwałości pamięci, nie muszę szukać pointy.

Eugeniusz Mielcarek

O nagrodzie Potoka

Krzysztof Jasiński – Gala Nagrody Potoka za 2024 rok.Fot. Adam Ludwiczak.
Krzysztof Jasiński – Gala Nagrody Potoka za 2024 rok.
Fot. Adam Ludwiczak.

Ustanowiona dwadzieścia lat temu, od innych różni ją szczególna cecha: niezmienna spójnia z ruchem studenckim, którego już nie ma.

Fundamentem i istotą nagrody Andrzeja Potoka jest p a m i ę ć. Ta nagroda nie daje rozgłosu, nie jest powszechnie znana, ale w swoim środowisku bardzo ceniona. Po pierwsze – honoruje osoby ongiś mocno i twórczo związane z ruchem studenckim, zwłaszcza w jego świetnym okresie, a potem i do dzisiaj wierne jego tradycjom. Po drugie – nosi imię człowieka, który życie poświęcił sprawie studenckiej kultury – w ogólnopolskim wymiarze, jednak z wyboru pozostając lokalnym działaczem w Krakowie.

Andrzej „Wuj” Potok (1941 – 1999) był absolwentem biologii na UJ, studiował też medycynę, ale życie wypełniła mu działalność w studenckiej kulturze. Kierownik Klubu Nowy Żaczek, współzałożyciel Krakowskiego Jazz Clubu HELIKON, inicjator i współorganizator Studenckiego Festiwalu Piosenki, twórca ośrodka dokumentacji i archiwum, prezes Rady Klubów, naczelny dwutygodnika „ Student” – można by jeszcze długo wyliczać jego funkcje, inicjatywy, zasługi. Nie zabiegał o uznanie i honory, a przecież pozostał w pamięci środowiska. Kilka lat po jego odejściu właśnie środowisko dawnych aktywistów Zrzeszenia Studentów Polskich ustanowiło Nagrody im. Potoka. W ciągu prawie 20 lat wyróżnienie przyznano ponad dziewięćdziesięciu artystom, animatorom i działaczom studenckiego ruchu kulturalnego.

Aktu wręczenia honorowych dyplomów laureatom roku 2024 dokonano w lutym tego roku – opóźnienie tłumaczy zmiana miejsca tradycyjnej i bardzo wyczekiwanej Gali: dotąd było to Muzeum Niepodległości, teraz jest Muzeum Geologii. Długie czekanie nie osłabiło woli spotkania, stawiło się kilkadziesiąt osób. Imponujące, gdy zważyć na tzw średnią wieku. Liczba laureatów nie jest regulowana – decyduje pamięć. Pamięć zbiorowa, bowiem przyjęto zasadę, że kolejni laureaci stają się członkami jury, a swego rodzaju „sztab” porządkuje werdykt.

*

W XIX edycji pamięć jurorów była życzliwa – 5 laureatów. Tu miejsce na nazwiska, a dla porządku podajemy też obszary ich aktywności, chociaż to zgoła niekonieczne, bo każdy z nagrodzonych zdobył co najmniej ogólnopolską rozpoznawalność. W końcowym komunikacie jest pozycja wyjątkowa – zgłoszona, a po obradach i decyzjach jury wpisana w protokole Magda Umer, nie dożyła finałowej uroczystości.

Laureaci XIX edycji: Agnieszka Duczmal – dyrygent; Krzysztof Jasiński – aktor, reżyser, dyrektor teatru; Zenon Laskowik – aktor kabaretu, satyryk; Magda Umer – piosenkarka, kompozytorka, autorka tekstów; Elżbieta Wojnowska – piosenkarka.

E. M.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne. Więcej o naszej Polityce prywatności