Zachowałem wszystkie więzi…

Z okładki autobiograficznej książki Na własną nutę, Iskry 2019. Fot. Marek Wojciech Druszcz.
Z okładki autobiograficznej książki Na własną nutę, Iskry 2019. Fot. Marek Wojciech Druszcz.

Wspomnienie o przyjacielu z Teatru STS
Edward Pałłasz (1936 – 2019)

Idź na spacer, Alegorio – tym programem kończyłem rolę pianisty akompaniatora studenckiego teatru. Nie zrezygnowałem jednak z udziału kompozytorskiego. Zachowałem wszystkie więzi łączące mnie z tą niezwykłą grupą utalentowanych i inteligentnych rówieśników, którzy wierzyli w siłę zbiorowego działania teatralnego, zdolną do zmiany nieznośnej rzeczywistości politycznej i społecznej. Byłem i jestem do dzisiaj dumny z tej przynależności do STS-owskiej braci. – Edward Pałłasz „Na własną nutę”

Jego życie to materiał na wielką, w pełni zasłużoną, monografię. Edward Pałłasz był człowiekiem wielu talentów i zalet, a przy tym osobą bardzo lubianą, wszędzie gdzie pracował, bądź działał. Nie potrafię napisać o całości, naszym wspólnym kawałkiem świata był teatr studencki, ale przynajmniej wspomnę, że Edward przez dwie kadencje pełnił funkcję prezesa ZAIKS–u, że szefował II Programowi Polskiego Radia, a przez długie lata był zastępcą dyrektora Warszawskiej Opery Kameralnej. O sobie mówił, że jest głównie kompozytorem – „także szachowym” (co było prawdą, bo sukcesy i uznanie w świecie szachów miał ogromne). I to wpisał mi w dedykacji, na pierwszej karcie autobiograficznego tomu Na własną nutę, w którym opowiedział o wypełnionym muzyką życiu, o napotkanych wybitnych ludziach, o ważnych wydarzeniach. Czytaj dalej „Zachowałem wszystkie więzi…”

Odszedł Lech Raczak

przeciw małości, skarleniu, braku chęci do realizacji własnego człowieczeństwa

27 października 1967 roku – nawykowi gromadzenia różnych papierów zawdzięczam możliwość dokładnego ustalenia daty zetknięcia się z teatralnym działaniem Lecha Raczaka. Mam przed sobą program Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Poezji i z niego czytam: Teatr Poezji 8 DNIA – Taniec śmierci i pomyślności według wierszy Wielemira Chlebnikowa, w reżyserii Lecha Raczaka. Tę jego pierwszą robotę widziałem, bo pojechaliśmy z Wandą Laskowską do Poznania, by ocenić dyplomowe przedstawienia kilku słuchaczy Studium Teatralnego, w którym razem wykładaliśmy. Piątka wykonawców Tańca… najwyraźniej czuła się skrępowana – obowiązującą zespół od momentu narodzin w 1964 roku – dostojną formułą teatru poezji. Niebawem zaczęła ona uwierać i reżysera – Raczak obejrzał Księcia Niezłomnego u Grotowskiego i przeżył wstrząs. Wkrótce przemiana stała się udziałem większości kolegów, bo Zbigniew Osiński namówił zespół na warsztaty z jednym z aktorów Grotowskiego. Rezultatem był zbiorowy bunt i obalenie założyciela Teatru i szefa, Tomasza Szymańskiego. Liderem został Raczak. Był rok 1968. A rok później, we Wrocławiu nastąpił drugi wstrząs: spotkanie ze światową kontrkulturą. Tak rodził się (już bez „poezji” w nazwie) Teatr Ósmego Dnia Lecha Raczaka. Był jego – jak sam później powiedział – głównym współorganizatorem (nigdy nie odstąpił od idei wspólnoty, po latach napisze, że „autorstwo przedstawień należy do całego zespołu”). Był twórcą programu i metody pracy, składaczem pomysłów grupy w kolejne wersje scenariuszy, autorem zadań dla aktorów i reżyserem przekształcającym ich improwizacje w sceny przedstawienia, decydującym o kształcie inscenizacyjnym. Był organizatorem prób i spektakli, kierownikiem zabiegającym o miejsca do pracy i pieniądze, kłócącym się z urzędnikami i cenzorami. Był wreszcie budowniczym nowego zespołu, który zaczął tworzyć w początkach lat 70. Czytaj dalej „Odszedł Lech Raczak”

Ta strona używa plików cookie, aby poprawić przyjazność dla użytkownika. Użytkownik wyraża zgodę na dalsze korzystanie ze strony internetowej.

Polityka prywatności