Stulecie Dybuka, nieznany młodzieńczy pamiętnik Dejmka, pandemia i amatorzy w nowym numerze „Sceny”

Nowy numer „Sceny” 2021  nr 1-2 (wiosna – lato) otwierają materiały „wywołane” niezwykłym momentem w działalności wydawcy pisma, Towarzystwa Kultury Teatralnej: 50 lat prowadzenia Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego (wcześniej był prowadzony przez ministerstwo kultury). Swój udział w „wolnym ruchu twórczej mowy” (słowa Juliana Przybosia) wspomina Wiesław Komasa, Krzysztof Mrowcewicz daje piękną glosę do tegorocznego „hasła” – ROK POETÓW – ROK POEZJI;  jest też rys historyczny – unikalnego w światowej skali – wydarzenia.

Fundamentem numeru są trzy bloki tematyczne. Stulecie wystawienia najsłynniejszego dramatu żydowskiego – Dybuka Szymona An-skiego – stało się dla Prof. Anny Kuligowskiej-Korzeniewskiej inspiracją do zajęć ze studentami wiedzy o teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej. Ich rezultatem są wypowiedzi objęte wspólnym tytułem  Dybuk czytany dzisiaj – cztery publikowane w „Scenie” teksty studenckie poprzedza szkic Pani Profesor Dybuk – Sędzia Prawdy. Prawdziwe odkrycie przynosi następny blok – poprzedzony tekstem Zakochany Dejmek Profesorów Krystiana L.  Chrzana i Janusza Deglera, pamiętnik wielkiego potem reżysera z okresu młodości, a przede wszystkim – pierwszej miłości. To były lata 1940 – 41, Dejmek miał 18 lat, a Danuta –  obiekt jego gorącego uczucia – niespełna 14. Może największym zaskoczeniem jest ogromna szczerość i literacka jakość młodzieńczej próby, a dla osób znających Dejmkową szorstkość i  „soczystość” w kontaktach – głębokie pokłady wrażliwości, wręcz sentymentalizmu.

            Pandemia  a teatr amatorski – to najkrótsze określenie trzeciego bloku. Redakcja zwróciła się do osób, które od wielu lat i na  różnych polach praktykują teatr, z propozycją wypowiedzi o aktualnej, pandemicznej sytuacji  prowadzonych przez nie zespołów, festiwali, działań edukacyjnych. 6 opublikowanych tekstów to bardzo ciekawy materiał poznawczy i  ważny dokument trudnego czasu. Uzupełnieniem są dwie kroniki walki TKT i sprzymierzeńców o uchronienie  ż y w e g o OKR (66 edycja) oraz sejmików teatrów wiejskich (właśnie  osiągnęły swoje półwiecze).

            I jeszcze parę sygnałów, jako zachęta do lektury. W obszernym szkicu przedstawia Karol Suszczyński sylwetkę wybitnego historyka teatru lalkowego, o ugruntowanej międzynarodowej pozycji – Profesora Marka Waszkiela, laureata cenionej w środowisku teatralnym Nagrody GUSTAW. Wielu czytelników SCENY zaczyna lekturę nowego numeru od Wacława Oszajcy – tak z pewnością będzie i teraz, bo felieton Tanatoza jest wyjątkowo smakowity. Uchwała Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego (poprzedni numer „Sceny”) rozbudziła marzenia o ponownych narodzinach kultury studenckiej, ale pandemia (raz jeszcze ona!) i kolejne ministerialne roszady oznaczają koniec tych nadziei. Lech Śliwonik w artykule  Światełko pojawiło się – i zgasło, daje syntezę dawnego, żywego i twórczego zjawiska, jak pisze – na wypadek „…gdyby ktoś kiedyś chciał wrócić do sprawy”.  

SCENĘ można kupić w salonach EMPiK; sprzedaż wysyłkowa – kontakt  z wydawcą tkt@tkt.art.pl 

Ty, poezjo i ty, wymowo…

„Po kilku latach przerwy, wziąłem udział w jury finałowego turnieju recytatorów, kończącego 65 Ogólnopolski Konkurs Recytatorski. Jechałem do Ostrołęki trochę z obawą, bo czas jest trudny, ale perfekcyjna organizacja zmniejszyła do minimum zagrożenia i dała szansę radowania się urodą żywego słowa.

Wiesław Komasa w monodramie Odejście Kaina wg Marianny Bocian (1973). Fot. Archiwum aktora.
Wiesław Komasa w monodramie Odejście Kaina wg Marianny Bocian (1973).
Fot. Archiwum aktora.

Wysłuchałem ponad 50 uczestników i byłem pełen podziwu dla ich determinacji, bo przecież przygotowywali się do udziału w czasach i warunkach skrajnie niesprzyjających. Przeważnie nie mogli liczyć na żadną pomoc – ani w szkole, ani w domu kultury. Miałem też warsztatowe (naturalnie, z zachowaniem dystansu) spotkanie z wykonawcami jednego z czterech konkursowych koncertów. Rozmowa z nimi skierowała moje myśli w stronę przeszłości. Przypomniałem sobie własne pierwsze doświadczenia i pierwsze emocje, a potem wspomnienia i refleksje popłynęły same… Pomyślałem, że warto je zapisać. Trochę rzecz uporządkowałem, trochę uzupełniłem i teraz ofiarowuję uczestnikom ubiegłorocznego i przyszłych Ogólnopolskich Konkursów Recytatorskich.
Czytaj dalej Ty, poezjo i ty, wymowo…

Światełko pojawiło się – i zgasło

„Pierwszy raz od wielu lat w tunelu pojawiło się światełko – tym zdaniem kończył się w poprzednim numerze „Sceny” tekst wprowadzający uchwałę Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie roli kultury studenckiej. Debata odbyła się na posiedzeniu w maju, miesiąc później obwieszczona została uchwała. Rada stwierdza długotrwały regres zjawiska istotnego dla „budowania kreatywności oraz kompetencji społecznych przyszłych elit polskiego społeczeństwa”
Teatr STS – spektakl 30 milionów. Rewia polska, 1962 r. Fot. Archiwum Teatru STS.
Teatr STS – spektakl 30 milionów. Rewia polska, 1962 r.
Fot. Archiwum Teatru STS.
 i apeluje o wspólny wysiłek rządu, władz uczelni i samorządów studenckich, a przede wszystkim o wsparcie systemowe, zwłaszcza przez przywrócenie mecenatu państwa i zmiany w prawie o szkolnictwie wyższym.
Upłynął prawie rok, światełko zgasło. Z dwóch – nie całkiem osobnych – powodów. Pierwszy jest oczywisty – pandemia, więc wszystkie moce organizacyjne i finansowe rzucone na front walki o trwanie. Drugi powód ma źródło w rozgrywkach politycznych i wynikających z nich roszadach w strukturach władz administracyjnych: z dwóch ministerstw – szkolnictwa wyższego oraz edukacji – utworzono jeden wielki moloch, w którym sprawy kultury nie mają nawet formalnego przypisania. A poza tym szefowie molocha mają łatwe wytłumaczenie: inny problem jest najważniejszy.
Na nic nie liczymy, przyszłość to bezkształtna mgławica. Rada w swoim dokumencie odwołała się do dawnej kultury studenckiej – świadoma, że ta nowa musi być inna, wezwała do zachowania istoty i wartości. Pomyśleliśmy – gdyby ktoś kiedyś chciał wrócić do sprawy, niechaj ma przynajmniej jedną podpórkę: opisanie czym była i jak funkcjonowała owa dawna. I dlatego ten tekst.

Czytaj dalej Światełko pojawiło się – i zgasło

Tanatoza

Indyska oślica Balaama – Mitologia Indii Jan Knappert.
Indyska oślica Balaama – Mitologia Indii Jan Knappert.

„Gdzieś pod koniec marca nad Bałtyk dotarły – a może wciąż tu były, tylko ja nie zauważałem – pierwsze rudziki. Mierzy toto kilkanaście centymetrów i waży około dwudziestu gramów. Imię zawdzięcza swoistemu rudemu nikabowi zakrywającemu okolice dzioba i pierś. Jeden z nich w Wielki Czwartek wpadł przez okno do mojego pokoju. Zanim zdążyłem dobiec do okna, żeby je szerzej otworzyć, rudzik uderzył w szybę i opadł na parapet. Psia krew, pomyślałem, ledwie wrócił, gnany instynktem, dla nas miłością, i już po wszystkim, i to w Wielki Czwartek. Wziąłem to martwe boże stworzenie do ręki i zacząłem nad nim, a jakże – od czego jestem kapłanem, odprawiać egzekwie. Już w tym miejscu pragnę uspokoić wszelkich inkwizytorów – nie jest to żadna herezja. W niebie mamy przecież przedstawicieli ptaków i zwierząt, a na ziemi pewna oślica okazała się bardziej podatna na Boże natchnienia niźli sławny prorok. Zatem po kolei.
Czytaj dalej Tanatoza

Zakochany Dejmek. Nieznany pamiętnik 1940 – 1941.

Kazimierz Dejmek w roku 1940.
Kazimierz Dejmek w roku 1940.

„Kazimierz Dejmek urodził się 17 maja 1924 roku w Kowlu. Jego ojciec, Henryk Dejmek, pochodził z Czech. Osiedlił się w Zakopanem, po czym przeniósł się do Kowla, a następnie do Rzeszowa, gdzie Kazimierz uczęszczał do gimnazjum. W dniu Bożego Ciała 23 maja 1940 roku, czekając na kolegę, zobaczył w oknie trzynastoletnią Danutę Kalitę i zakochał się w niej od pierwszego spojrzenia. Jej rodzina mieszkała w domu (niezachowanym do dziś) przy ul. Sienkiewicza 41 w Rzeszowie, kilkaset metrów od mieszkania Dejmków. Już następnego dnia Kazimierz zapisuje w swym pamiętniku: „Moim pierwszym wrażeniem, jakie odebrałem, było spojrzenie Jej oczu (ale jakie spojrzenie i jakie oczy!)… Przesunęłaś się obojętnym spojrzeniem po mnie i odeszłaś w głąb – taka poważna, dostojna, królewska…” 

Następne zapisy w pamiętniku z 30 maja świadczą o wybuchu uczucia do nieznanej dziewczyny. „Czy ją kocham? Czy to co czuję, a czuję <<coś>> do Niej bez wątpienia, jest miłością? Wielką, prawdziwą miłością, która przechodzi jak płomień, jak burza, jak sztorm, szał wichru – i tylko ślad wspomnień zostawi? ”

Nazajutrz Kazimierz przynosi Danucie i jej koleżance dwie książki: Jacka Raymonda Ethel Lilian Voynich i Placówkę Bolesława Prusa. Traktuje to spotkanie jako ich pierwsze rendez-vous. „Potem tęsknota… Więc kilkaset metrów ode mnie jesteś Ty? Ty, moja? Kocham Cię! … Chcę Cię kochać Danuśko! Nie tylko tę z marzeń… Cóż marzenia… Ja wiem, że Ty istotnie jesteś Tą z marzeń…Danko !”

Czytaj dalej Zakochany Dejmek. Nieznany pamiętnik 1940 – 1941.