Czym jest słowo u autora Pałacu, Kamienia na kamieniu, Widnokręgu, a także Drzewa? Najprościej mówiąc, właściwie niestety pisząc, słowo realnie istnieje w mowie, w żywej mowie – dźwięcznej, soczystej, znaczącej i zawsze osobowej. Zdaniem Wiesława Myśliwskiego, wielokroć wypowiadanym, ale także całą twórczością poświadczanym, słowo mówione jest prawdziwie człowieczą postacią słowa. Jako takie nie zostało ono jeszcze z żywota, z istności, wydzielone i odseparowane, wygrodzone i zagrodzone, w sztucznej, anonimowej, mechanicznej normatywności „języka literackiego”, „stylu artystycznego”, „grafolektu pisarskiego”, żeby terminologicznie być na czas. Zresztą mylący.
Słowo owocne i pożywne, działa tylko przed pismem, szczególnie przed drukiem, zatem także przed szkolnym, rutynowym nauczaniem wraz z ekspansją druku upowszechnionym. Oraz, szczególnie, w naszych już czasach – przed masową reprodukcją we wszystkich rozpanoszonych teraz mediach. Są one coraz bardziej ekspansywne i natrętne, łudzą nas „technologiczną” muzyką sfer, spychając podstępnie w dantejskie piekło. Kiedy Wiesław Myśliwski szedł do szkół, w Polsce dokonywała się dopiero powszechna alfabetyzacja, ale kiedy przystępował do swego pierwszego utworu, już wiedział, że przychodzi mu myśleć i pisać na wielkim, więcej niż historycznym, bo tektonicznym prawie przedziale ludzkich epok – słowa i pisma. Miał to szczęście, że wielodźwięczność tego przedziału usłyszał i ją sobie uprzytomnił, ale miał też tę inwencję i moc twórczą, że ją zapisał. Kolejnymi swoimi utworami, niespiesznie, lecz wytrwale – zapisywał. Był świadom tego, że sprzęgania i zderzania tak wielu warstw historycznych, nie da się pisarsko wyczerpać: woli i niewoli, chłopów i panów, wsi i miasta, wojny i powojnia, przewrotów i zastojów. Ale próbować trzeba ciągle, aż do Ostatniego rozdania, aż do przejścia przez Ucho igielne i pierwszego w nim zdania: Było, jak mówię.
Jak można, będąc tak dotkliwie przeświadczonym o żywej mowie słowa, pisać utwory literackie? Trzeba przyjąć, że słowo jest ciałem, bez niego pustoszeje i dawać temu pisarskie świadectwo. W dziełach Wiesława Myśliwskiego znaczy to, że nigdy nie jest ono bezosobowe. Każdy z jego utworów prozatorskich, od Nagiego sadu, przez Pałac, Kamień na kamieniu, Widnokrąg, Traktat o łuskaniu fasoli, aż po Ostanie rozdanie i Ucho igielne, ma narratora osobowego, tak żywego, jak tylko pisarsko jest to osiągalne. Zawsze jest opowiadany przez pełną personę, jedyną w swoim istnieniu, a tak człowieczą, jak Szymon Pietruszka, z Kamienia na kamieniu, w osobistym okaleczeniu i cierpieniu. Słowo pisane przekracza tutaj autorytarną normatywność, staje się dźwiękowo–znaczeniową jakością, niosąc w sobie gest, ruch, dynamikę zmysłową, uczuciową i umysłową, całej współobecnej czytelnikowi, postaci. Odnosi się też zawsze do innej postaci, do wielu innych osób, także do nas czytelników i wplata każdego z nas w gęstą i rozległą sieć międzyludzką. Przeto w świat cały, gdyż świat jest naprawdę tym, co rodzi się między ludźmi.
Bo słowa to wielka łaska. Cóż ma naprawdę człowiek więcej prócz słów dane. I tak nas wszystkich czeka kiedyś wieczne milczenie, to się jeszcze namilczymy. Czytam, przepisuję te słowa ze skrzydełka obwoluty pierwszego wydania Kamienia na kamieniu, pomny ciągle olśnienia, którego doznawałem czytając ten utwór Wiesława Myśliwskiego. Powtarzam je, gdyż ośmielam się powiedzieć, że może byłoby najcelniej, gdybyśmy wszyscy tu zgromadzeni dla Jego ostatniego pożegnania, jeszcze się namilczeli, wobec Jego wiecznego już milczenia. Mając w pamięci Jego słowo o słowie, jako wielkiej łasce. I zasłudze.
Andrzej Mencwel
Wygłoszone na pogrzebie Wiesława Myśliwskiego na warszawskich Powązkach, w dniu 17 kwietnia 2026 roku. Pełny tekst ukaże się w Przeglądzie Politycznym nr 195/2026.

