Teatr na torach

Czytaj więcej: Teatr na torach

Pojęcie teatralnego „sezonu ogórkowego” znaczy już od dawna coś innego, niż znaczyło ongiś. I jest to konstatacja banalna. Okres letni obfituje bowiem nie tylko w festiwale i przeglądy, ale także liczne zdarzenia artystyczne przygotowywane specjalnie na czas wakacji, prezentowane często poza scenami instytucjonalnymi, mające nierzadko charakter projektów realizowanych z myślą o tak zwanych „przestrzeniach nieteatralnych”. Jednym z takich projektów okazał się – powstały tego roku w koprodukcji Teatru Gdynia Główna i niemieckiego Das Letzte Kleinod z Schiffdorfu (partnerskiego miasta Piły), grany w trzech językach – spektakl „Ucieczka przed frontami II wojny światowej” (Flucht vor den Fronten des II. Weltkrieges) w reżyserii Jens-Erwina Siemssena. Także autora jego scenariusza, dla którego inspiracją stały się wojenne losy dziadka, mieszkającego ongiś w okolicy Królewca. Przedstawienie prezentowane przez aktorów wędrujących wynajętym składem pociągu, mieli zobaczyć w lipcu i sierpniu na trasie tournée widzowie kilku miast polskich i niemieckich: Gdyni, Piły, Poznania, Frankfurtu nad Odrą, Berlina, Lüneburga, Hanoweru, Bremerhaven, Bad Bederkesa i Geestenseth.

 

Marta Karasińska

„Ucieczka przed frontami II wojny światowej” w reżyserii Jens-Erwina Siemssena.
Fot. M. Chojnowska.

 

Całość artykułu „Teatr na torach” w Scenie 3-4 (87/88) 2016

Niebo w niebie czy na ziemi?

Czytaj więcej: Niebo w niebie  czy na ziemi?Długie jesienno-zimowe wieczory z natury skłaniają do wspomnień. Dawniej towarzyszyło temu darcie pierza, przędzenie wełny i lnu, dzisiaj niestety telewizor i komputer. Niestety, gdyż z maszyną trudno się rozmawia. Jakie więc tegoroczne wydarzenie zapadło nam w pamięć? Ja wciąż przed oczyma mam pewne zdjęcie. Oto w mrocznej celi nr 11 bloku śmierci w Auschwitz, na zwykłym krześle siedzi papież Franciszek. Co myśli, chciałoby się zapytać. Za jego plecami drzwi, w rogu bunkra prostokątna skrzynia, czyli ubikacja, po więziennemu kibel. W takim miejscu umierali więźniowie skazani na śmierć głodową. Czasami dobijano ich zastrzykiem. Tak zginął Maksymilian Kolbe.
Przez cały czas pobytu w Auschwitz-Birkenau Franciszek nie wygłosił żadnego przemówienia, nie odmówił żadnej modlitwy, co niektórzy mają mu nawet za złe. Z tego jednak, że nie nie mówił, nie wynika, że nic nie powiedział. Franciszek zostawił w księdze pamiątkowej obozu wpis: „Panie, miej litość nad Twoim ludem! Panie, przebacz tyle okrucieństwa.” Zastanawiająca modlitwa. Do niedawna wszystko było jasne. Ludem Bożym są katolicy. Wszyscy inni chrześcijanie, wyznawcy pozostałych religii, i ateiści, to nie-lud. Dla Franciszka, idącego za soborowym nauczaniem, taki podział nie istnieje. Do ludu Bożego należą wszyscy. Jeśli tak, to papież prosi Boga o zmiłowanie nie nad kimś, ale nad nami wszystkimi, łącznie, a może przede wszystkim nad chrześcijanami.

 

Wacław Oszajca

Milowe kroki mima

Czytaj więcej: Milowe kroki mima

 

W Priene, niedaleko Efezu, ktoś wykuł w skale – według archeologów było to osiemdziesiąt lat przed narodzeniem Chrystusa – słowo bliskie dzisiejszemu greckiemu wyrazowi pantomimos. Tym mianem określano milczącego tancerza, solistę, który bez słów, samym ruchem ciała, gestami i mimiką, opowiadał jakąś historię. Pantomimos znaczyło mniej więcej tyle, co naśladowca wszystkiego, ale też grający wszystkie role solo. I tak było przez ponad dwa tysiące lat. Dopiero sześćdziesiąt lat temu pojawił się artysta, który dokonał zmiany – 4 listopada 1956 roku, na scenie wrocławskiego Teatru Polskiego odbyła się premiera pierwszego programu przyszłego Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Nawet nie miała tytułu, trwała niecałe dwie godziny. A zebrani przez Henryka Tomaszewskiego, już mimowie po wielu miesiącach prób, pokazali cztery etiudy: „Skazany na życie”, „Dzwonnik z Notre-Dame” według powieści Victora Hugo, „Płaszcz” na kanwie opowiadania Nikołaja Gogola oraz „Bajka o Murzynku i złotej królewnie”.
Kim wtedy był animator tego pantomimicznego zdarzenia – jego scenarzysta, reżyser i choreograf? Własnej drogi zaczął szukać będąc tancerzem Opery Wrocławskiej, miał w dorobku kilka znakomitych baletowych partii, między innymi w specjalnie dla niego napisanej przez Tadeusza Szeligowskiego operze Paw i dziewczyna. Reżyserował ruch sceniczny w teatrach dramatycznych, układał dla siebie pantomimiczno-taneczne etiudy, które pokazywał przy różnych okazjach, ale marzyło mu się pełnospektaklowe widowisko z udziałem współgrającego ze sobą zespołu mimów-tancerzy…

Krzysztof Kucharski

 

„Dom Bernardy Alba”. Scena zbiorowa na pierwszym planie Ewa Czekalska. Fot. Bartek Sowa

 

Całość artykułu „Milowe kroki mima” w Scenie 3-4 (87/88) 2016